Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Woody Allen, reżyser (17 kwietnia 2006)

Rozmawiał Wojciech Orliński, gazeta.pl / Wysokie Obcasy

Moja wiedza o polskiej kulturze ogranicza się do podstawowego zestawu: Polański, Papież, Chopin.

Pański najnowszy film 'Wszystko gra' jest trochę niczym powieść z XIX wieku - namiętność, zdrada, małżeństwo z rozsądku, niepożądana ciąża...

Takie historie słyszy się w naszych czasach codziennie! Nie trzeba sięgać po XIX-wieczne powieści, wystarczy zajrzeć do gazet, by znaleźć w kronice kryminalnej coś o zdradzie, zazdrości i wynikającej z tego tragedii. To jest uniwersalne w każdej epoce i w każdym kraju. Akcja filmu dzieje się w Anglii, ale możemy bez trudu wyobrazić sobie podobną historię w Grecji, Turcji, Chinach, gdziekolwiek.

Skoro jest uniwersalna, to dlaczego umieścił ją Pan w Anglii?

Pieniądze. Powody były czysto finansowe - po prostu dostałem pieniądze na kręcenie w Londynie, to wszystko.

Słyszałem od wielu filmowców, że za wszelką cenę wolą unikać Londynu, przenoszą się ze swoimi projektami do Australii czy Nowej Zelandii - bo taniej, bo lepsza pogoda...

Kwestia 'taniej' u mnie w ogóle nie istniała, wybór był taki, że robię ten film albo w Anglii, albo wcale. A londyńska pogoda jest dokładnie taka, w jakiej lubię pracować. Film najlepiej kręcić w dzień pochmurny, a tych w Londynie na szczęście miałem sporo.

Komedie też najlepiej się kręci w pochmurne dni?


Oczywiście. To nie jest w ogóle kwestia nastroju. To sprawa czysto techniczna. Słońce to największy wróg operatora. W słoneczny dzień przeważnie okazuje się, że nie można kręcić sceny akurat pod takim kątem, pod jakim byś chciał, bo jest za dużo słońca albo za dużo cienia. W pochmurny dzień nie ma takich problemów. Dlatego ja osobiście słoneczne dni poświęcam na kręcenie we wnętrzach. Przy tym pochmurny dzień wcale nie musi na ekranie wyglądać ponuro. W 'Tajemnicy morderstwa na Manhattanie' wiele scen kręciłem, kiedy właściwie padał już deszcz i przerywaliśmy dopiero wtedy, gdy lały się prawdziwe strugi. Ale na ekranie tego deszczu nie widać.

Czy mógłby Pan porównać Scarlett Johansson do innych wielkich aktorek, z jakimi Pan pracował?


Scarlett to aktorka niebywale wszechstronna. Potrafi zagrać wszystko, komedię i tragedię. W tym filmie ma rolę dramatyczną, ale w moim następnym filmie 'Scoop' jest bardzo zabawna. Co poza tym mogę o niej powiedzieć? Jest bardzo miła, bardzo młoda, bardzo inteligentna, bardzo utalentowana, bardzo rzetelna w swojej pracy...

'Scoop' będzie komedią?

Tak. Scarlett gra tutaj dziennikarkę gazety studenckiej, która jedzie do Londynu, wpada na trop pewnego morderstwa i jednocześnie wdaje się w romans z Hughem Jackmanem. Mam nadzieję, że to wyjdzie zabawne.

W Pańskich filmach występują często aktorzy komedii popularnych wśród młodego pokolenia - jak Jason Biggs czy Will Ferrell. Czy ogląda Pan filmy takie jak 'American Pie'?

Nie, nigdy nie oglądałem 'American Pie'. Mało oglądam współczesnych komedii tego typu. Za decyzje castingowe odpowiada u mnie najczęściej Juliet Taylor - ona po prostu mówi, że jest aktor pasujący do danej roli, i zwykle ufam jej wyborom. To ona na przykład zasugerowała Biggsa. Powiedziała, że wystąpił w filmie, który by mi się bardzo nie spodobał, ale że pokaże mi fragment pokazujący styl gry Biggsa. I miała rację, po tym fragmencie było widać, że ten film to jakaś głupota, ale Biggs ma talent.

Czy myślał Pan kiedyś, żeby wzorem Johna Cleese'a napisać jakąś popularnonaukową książkę o psychoanalizie? W końcu w Pańskich filmach psychoanaliza pokazywana jest tak często, że kształtuje publiczne wyobrażenie wielu ludzi o terapii...

Naprawdę? Nigdy o tym tak nie pomyślałem. Znam te książki Cleese'a, są rzeczywiście dobre. Ale u mnie przecież psychoanaliza nigdy nie jest potraktowana serio, zawsze ją traktuję jako punkt odbicia do jakiegoś żartu. Nie sądzę, żebym miał na jej temat coś do powiedzenia na serio.

Czasami w Pańskich filmach słychać pojedyncze słowa polskie lub rosyjskie. Czy zna Pan jakiś język słowiański?

Naprawdę? Jakie to słowa?

Brzydkie. Bodajże w 'Hannie i jej siostrach' jedna pani nazwała drugą panią 'k...'.

Przecież 'kurveh' to słowo w jidysz.

W polskim też jest dość popularne...

W każdym razie nie znam ani słowa po polsku. Znam oczywiście poezje Szymborskiej [wymawia jej nazwisko jako 'Zymborska'], jestem jej wielkim fanem, ale tylko w przekładach. Poza tym moja wiedza o polskiej kulturze ogranicza się do podstawowego zestawu: Polański, Papież, Chopin.

Czy jako kronikarz Nowego Jorku może Pan powiedzieć, jak dalece miasto zmieniło się po 11 września?

Nic a nic. Gdyby ktoś zasnął 10 września 2001 r. i obudził się dzisiaj, nie zauważyłby żadnej istotnej zmiany. Wszystko bardzo szybko wróciło do normy - mieszkańcy Nowego Jorku zwyczajnie spacerują po ulicach, chodzą na mecze, sztuki i filmy, spotykają się w restauracjach tak jak przedtem. To jest dokładnie to samo miasto w sensie stylu życia.

Ale w filmie 'Życie i cała reszta' gra Pan paranoika dbającego zawsze o to, by mieć przy sobie wodoodporną latarkę i tabletki do uzdatniania wody, żeby przetrwać kataklizm. Czy to był jakiś symbol zmiany nastroju w mieście?

Nie, to był tylko żart. W Nowym Jorku nikt się nie boi kataklizmu, czego banalną ilustracją są wciąż rosnące ceny nieruchomości. Ludzie zabijają się o to, żeby tu zamieszkać, a nie żeby stąd uciec - wciąż więc mamy przyrost populacji. Terroryzm dotyka ich o tyle, o ile stał się kolejnym popularnym tematem do omawiania przy kolacji, ale to już wszystko.

Byłem ciekaw, dlaczego Pański bohater dokonuje w filmie tak dramatycznego wyboru - kogo on właściwie kocha? Żonę, kochankę, może nikogo?

Chris bardzo lubi swoją żonę, ale jego prawdziwa namiętność związana jest z Nolą (Scarlett Johansson). Zapewne wszystko to mogłoby się skończyć szczęśliwie, gdyby Chris odszedł od żony i związał się z Nolą. Finansowo wyszedłby na tym źle, ale byłby szczęśliwy. No, ale wybrał inaczej i wszystko się tak potoczyło