Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Wywiad - Z Allenem rozmawia Grażyna Torbicka, TVP

GRAŻNA TORBICKA: Kilka lat temu powiedział pan: żaden z moich filmów nie jest przyjemnym doświadczeniem, co pan przez to rozumiał, czy odnosiło się to do reakcji publiczności oglądającej pana filmy? Mam nadzieje, że nie myślał pan o tych wszystkich wywiadach, które udziela pan po ich realizacji.

Woody Allen: Przypuszczam, że miałem na myśli sam proces produkcji filmów, jeśli chodzi o widzów mam nadzieje, że moje filmy były dla nich miłym doświadczeniem, ale kiedy się je kręci jest naprawdę bardzo ciężko. To nie tylko moja opinia, ale każdego kto tworzy filmy, to ciężka praca, pełna niepokoju, kręci się na ulicy, jest zimno, trzeba wstawać wcześnie rano, zegar tyka, pieniędzy ubywa ot tak. Wie pani, to jest trudne, nie jest to wcale miłe doznanie. Pracuje się zawsze w dużym napięciu, czyli to wszystko miałem właśnie na myśli.

A jednak robienie filmów to jest całe pana życie.

- Tak jest - to prawda.

Ale nie jest pan masochistą?

- Nie, ale samo kręcenie filmu zabiera mi zwykle około dwunastu tygodni i to jest bardzo uciążliwe. Pozostałe czynności są bardziej przyjemne, pisanie scenariusza, montaż.

A więc, czy ostatni pana film - Deconstructing Harry - zalicza pan do tych bardziej czy mniej przyjemnych?

- Pyta pani o pracę na planie? Był trudny do nakręcenia.

W jakim sensie?

- Na przykład w wielu moich filmach - i Harry był jednym z tych właśnie filmów - lubię robić zdjęcia podczas brzydkiej pogody. Muszę więc czekać często na taką brzydką, szarą pogodę. A tym czasem często było słonecznie. Więc nie chcę kręcić - i robi się nieprzyjemnie. Nic nie robimy, pieniądze się marnują, aktorzy mówią: słuchaj, ja nie mogę tutaj tak z tobą czekać, mam inny film za dwa tygodnie. To była jedna z przyczyn dla której Deconstructing Harry był trudny do realizacji.

Jak pan z pewnością wie, wiele osób uważa, że ten film, to kolejna część swego rodzaju autobiografii.

- Tak, wiem. Do pewnego stopnia te opinie są uzasadnione. Wiele moich poglądów pokrywa się z poglądami Harrego, dotyczy to religii, kobiet, spraw najważniejszych w życiu. Ale ja nie żyje tak jak Harry, bo nigdy nie dokonałbym niczego, nie jestem pijakiem, nie nadużywam prochów, nie jestem zwariowany jak Harry. Ale jego poglądy są bardzo często odzwierciedleniem moich.

Jednak Harry jest pisarzem i artystą, i pan jest pisarzem i artystą, i w tym sensie...

- Rzeczywiście, ale moglibyśmy też powiedzieć, że Harry jeździ samochodem i ja jeżdżę.

Tak, ale proszę pozwolić mi dokończyć, jeśli mówimy o dekonstrukcji i rozpadzie osobowości, to jak ważne jest dla pana rozdzielenie życia prywatnego i zawodowego? I czy w pana przypadku jest to jeszcze możliwe? Jeśli nie pracuje pan na planie to prawdopodobnie pisze pan.

- Tak, to prawda.

A więc żyje pan stale życiem stworzonych przez siebie postaci.

- Tak, rzeczywiście tak jest, i myślę, że ludzie widzą mnie w postaciach, które gram. I do pewnego stopnia mają racje, ale nie do takiego stopnia jak to im się wydaje. Sądzą, że wszystkie te historie przytrafiły mi się naprawdę, tak nie jest, ale uczucia są takie same, moje uczucia są takie same jak u Harrego w odniesieniu do wielu spraw. Jestem pisarzem i on jest pisarzem, to wszystko prawda. Do tego stopnia on mnie uosabia. Ale jednak Harry jest postacią fikcyjną, wszystko co mu się przydarza jest wymyślone. Ja nie wytrzymałbym jego sposobu życia i ekstremalnych zachowań.

Nie jestem pewna na ile to prawda, ale podobna chciał pan aby Jack Nicolson grał główną rolę.

- Tak pisała prasa, tego akurat nie chciałem, to sugestie prasy. Ale rzeczywiście nie miałem zamiaru grać Harrego, próbowałem obsadzić Dustina Hoffamana, Roberta de Niro albo jeszcze kogoś innego, ale nigdy nie chciałem Jacka Nicolsona.

Więc nie chciał pan grać głównej roli w Deconstructing Harry?

- To prawda, nie chciałem, ale tylko dlatego, że nie chcę występować w każdym swoim filmie, mogę występować, ale lubię później zrobić parę filmów w których mnie nie ma. Trochę to wymieszać. Akurat w tym filmie nie chciałem grać.

Ale przecież widzowie chcą, aby pan był bohaterem swoich filmów.

- Myśli pani o głównej roli? Widzowie w niektórych krajach rzeczywiście, ale w Stanach Zjednoczonych nic ich to nie obchodzi, gdyby mieli wybierać między mną a Dustinem Hoffamanem, albo mną a Robertem de Niro, myślę, że odpowiadałby im znakomicie Roberte de Niro albo Dustin Hoffaman.

A w Europie?

- W Europie jest inaczej, tu mój kontakt z widzami jest szczególnie silny, nie wiem dlaczego.

Nie wie pan, właśnie chciałam o to zapytać.

- Nie wiem, mam wiele teorii na ten temat, ale tak naprawdę, kto to wie? To dziwne zjawisko.