Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Słodki drań
(USA, 1999) komedia    plakat/okładka
EKIPA:
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Zdjęcia: Fei Zhao
Muzyka: Dick Hyman
Scenografia: Santo Loquasto
Montaż: Alisa Lepselter
Kostiumy: Laura Cunningham
Producent wykonawczy: J.E. Beaucaire
Casting: Laura Rosenthal
Casting: Juliet Taylor
Dyrektor artystyczny: Tom Warren
OBSADA:
Emmet Ray: Sean Penn
Hattie: Samantha Morton
Blanche: Uma Thurman
Bill Shields: Brian Markinson
Al Torrio: Anthony LaPaglia
Ellie: Gretchen Mol
Sid Bishop: Vincent Guastaferro
Pan Haynes: John Waters
Hazel: Constance Shulman
Iris: Kellie Overbey
Harry: James Urbaniak
Omer: Marc Damon Johnson
Don: Darryl Alan Reed
Chester Weems: Dick Monday
Reżyser: Josh Mowery
William Weston: Fred Goehner
Django Reinhardt: Michael Sprague
Joe Bedloe: Brad Garrett
Woody Allen: Woody Allen
Ben Duncan: Ben Duncan

RECENZJE:

(Zygmunt Kałużyński - POLITYKA)

Kolejny film Woody Allena, w którym rozwija on swój ulubiony temat, jego zdaniem nie dość obsłużony przez kino: środowisko amerykańskiego przemysłu widowiskowego. Tym razem jest to monografia jakoby czołowego gitarzysty jazzowego z lat 30. Emmeta Raya, przedstawiona tak jak zazwyczaj robi się rekonstrukcje życiorysowe: wypowiedzi osób, które znały artystę, jego nagrania, pamiątki po nim... Różnica w porównaniu z podobnymi dokumentami polega na tym, że oglądamy również jego osobiste koleje. Łączył on spontaniczny geniusz muzyczny z infantylizmem, egoizmem i fałszywą opinią o sobie samym. Jego ulubioną rozrywką jest strzelanie z rewolweru do szczurów, przyglądanie się przejeżdżającym pociągom oraz kleptomania: kradnie popielniczki, by je zaraz potem wyrzucić, prócz tego cechuje go nonszalancja wobec kolejnych towarzyszek życia, którym uporczywie tłumaczy, że jako wyjątkowy talent nie ma wobec nich zobowiązań. Charakter ten jest oryginalną kreacją Allena: dorównuje on tu pisarzom, którzy tworzą postaci jak żywe, co mówię, lepsze niż żywe. Jest tu uderzający problem psychologiczny: osoba przeciętna czy nawet mniej: niedojrzała wewnętrznie, w której -gdy bierze się do swojej sztuki, wybucha geniusz, który mieszka w niej, zdawałoby się, jako potęga skądinąd, druga dusza, rodzaj demona. A jednak, stwierdza Allen, jedno łączy się z drugim: gdy Ray uświadamia sobie, że kochał kalekę-niemowę Hattie, którą samolubnie porzucił, okazuje się, że jego talent również nie ma już oparcia. Zaś następnym wielkim tematem filmu jest jazz epoki klasycznej, uwielbiany przez Allena (on sam uprawia klarnet): film przynosi istny koncert gitary solo, w tym oryginalne nagrania Django Reinhardta (1910-1953), do którego Ray żywi kult i mdleje, gdy się styka z owym mistrzem, skądinąd pochodzącym z Europy. Znakomity film, nasączony typowym dla Allena połączeniem humoru z sentymentem oraz dwie kreacje: Samanthy Morton, która nie mówi ani jednego słowa oraz Seana Penna, który mówi w nadmiarze, a jednak ani przez chwilę nie jest tego za dużo.


Jerzy Wójcik

Mistrz ekranowych mistyfikacji, Woody Allen, zaprosił widzów na półtoragodzinną, dowcipną komedię muzyczną "Słodki drań". Przy okazji serwuje na ścieżce dźwiękowej serię standardów: z "Mystery Pacific", "Clarinet Marmalade", "Limehouse Blues", "Parlez-moi d'amour". Opowiada historię kariery geniusza gitary epoki swinga - Emmeta Raya, który bardzo lubił poszpanować przed damami, popijać i postrzelać do szczurów.
Scenariusz miał Allen gotowy od dawna, sięgnął tylko do szuflady, odkurzył go, przerobił trochę i ruszył na plan. Jak przed laty w "Zeligu", tak i w "Słodkim draniu" wymyśloną postać bohatera "ulepił" z legend Ameryki o rozmaitych Jankach Muzykantach, którzy robili kariery, stawali się gwiazdorami.
Emmet Ray, muzyk z przedmieścia dużego miasta, mitoman, drobny oszust i kleptoman, uznał się za geniusza gitary i co najmniej "drugiego gitarzystę na świecie" - za absolutnego mistrza uchodził wówczas paryski Cygan Django Reinhardt. Najpierw Ray przekonał o tym kilku podobnych sobie instrumentalistów, którzy zgodzili się z nim grywać do kotleta, następnie - właściciela ekskluzywnego lokalu, później - ważnych impresariów. I tak legenda rosła. Łatwo dawały się skusić kiczowatemu blichtrowi kobiety, ale i cwaniaków nabierał również.
Ciekawa fabuła, klarownie zarysowane konflikty pozwalają widzowi delektować się i opowieścią, i muzyką. Forma paradokumentu dodaje mu wiarygodności; anegdoty opowiadane o Rayu przez rzekome autorytety jazzu i traktowane jak wspomnienia, z obecnością Allena na ekranie włącznie - ilustrują doskonale proces narodzin mitów. Błyskotliwa mistyfikacja. Reżyser sprytnie miesza konwencje, sposoby narracji. Bawi dowcipnymi dialogami, wzrusza ckliwymi melodiami, ironizuje. Oglądamy jeszcze jeden udany eksperyment prześmiewcy na materii kina.
Sean Penn stworzył znakomitą kreację żądnego poklasku bufona-prymitywa. Świetna jest Samantha Morton w roli Hattie, wrażliwej niemej adoratorki gitarzysty i opuszczonej kochanki. Penna nominowano do Oscara, ale statuetki nie otrzymał, Samantha Morton również. Szkoda. To prawdziwe kino zabawne i refleksyjne równocześnie zasługuje na uwagę.


Fikcyjna biografia raz jeszcze
Marta Olszewska

Najnowszy film Woody Allena, "Słodki drań", podejmuje wątki i tematy stale obecne w twórczości reżysera, z dystansem i humorem poruszając zagadnienie wyobcowania oraz powikłań w stosunkach międzyludzkich
Bohater tej barwnej opowieści, której akcja umieszczona została w latach dwudziestych, jest postacią fikcyjną, wykreowaną jednak dla potrzeb filmu na osobę istniejącą realnie - poznajemy ją nie tylko przez szereg retrospekcji, przywołujących najistotniejsze momenty jej życia, ale też poprzez wypowiedzi pojawiających się na ekranie "przyjaciół i znajomych", prezentujących biografię protagonisty i dokumentujących niejako jego egzystencję
Podobny zabieg stylizacyjny zastosował Allen już w słynnym "Zeligu" - również udającym biografię filmie o człowieku-kameleonie, który zrobił niespodziewaną karierę, wzbudzając swoim pojawieniem się niemałe zamieszanie i sensację, po czym zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Postacią równie zagadkową jest bohater "Słodkiego drania", Emmet Ray (Sean Penn) - ponoć wybitny gitarzysta jazzowy, który zamiłowanie do kobiet i hazardu łączy z upodobaniem do alkoholu, dziwną pasją strzelania do szczurów oraz z kleptomanią. Gnębi go prócz tego poczucie niższości wobec, jak mu się zdaje, niedoścignionego mistrza jazzu, Django Reinhardta, na widok którego zdarzyło się nieszczęśnikowi nawet zemdleć. Niepowodzenia i komplikacje w życiu osobistym zdają się równoważyć sukcesy twórcze oraz uznanie w środowisku muzycznym. Do czasu jednak - pewnego dnia bowiem, depresja i poczucie bezcelowości własnej egzystencji popychają Raya do porzucenia dotychczasowego życia i zerwania wszelkich kontaktów z otoczeniem. Biografia urywa się zatem w którymś momencie, informując jedynie, że dalsze losy Raya są nieznane. (Podobnie jak Zeliga).
Przeprowadzona z przymrużeniem oka analiza ekscentrycznej sylwetki artysty (na którego portret złożyły się ponoć biografie kilku rzeczywistych postaci ze świata muzyki) sprzyja prezentacji złożoności i nieprzeniknioności ludzkiej psychiki oraz podjęciu powracającego uporczywie w filmach Allena tematu relacji twórczości do zasad moralnych. Zawikłania osobowości bohatera, uniemożliwiające normalny kontakt z otoczeniem, zdają się świadczyć w tym filmie, jak zresztą we wszystkich poprzednich obrazach reżysera, o braku stymulującego wpływu talentu artystycznego na jakość życia emocjonalnego. Właściwe zaś wielu postaciom wykreowanym przez autora "Przejrzeć Harrego" poczucie alienacji, rzutujące na związki z życiowymi partnerami, ujawnia się tu chociażby w wyborze przez Raya na towarzyszkę życia Hattie - niemej dziewczyny, o (mówiąc eufemistycznie) nie najwyższym poziomie intelektualnym. Wspólna bodajże wszystkim ludziom bariera komunikacyjna w sferze relacji z najbliższymi nawet (a może zwłaszcza) ludźmi, prowadzi w tym przypadku do związania się z niemową, co i tak niczego nie ułatwia -komplikacja układów męsko-damskich dotyczy bowiem nie tylko aspektu porozumienia werbalnego.
Powyższe zagadnienia prezentowane są, jak zawsze w filmach Allena, z niezwykłym humorem, włączając w to niekiedy paradoksalnie sprzeczne relacje i opinie o bohaterze, wygłaszane do nas z ekranu przez bliższych i dalszych znajomych Raya, a świadczące o niemożności odkrycia istoty danej osobowości, wynikającej również z wielości oblicz, jakimi dysponuje każdy człowiek
Nadzwyczajnej lekkości temu satyrycznemu obrazowi nadają barwne tło obyczajowe (środowisko muzyków i atmosfera klubów jazzowych lat 20-tych), komizm sytuacji i dialogów oraz znakomita obsada aktorska - poza wymienionym już, rewelacyjnym Seanem Pennem - Samantha Morton i Uma Thurman.
Niewątpliwym walorem filmu jest także muzyka, stanowiąca nie tylko ilustrację opowieści, ale też niemal jej równorzędny temat. Zamiłowanie Allena do jazzu zaowocowało umieszczeniem tu mnóstwa wysmakowanych utworów, należących do standardów muzyki synkopowej
Wszystko to sprawia, że film ogląda się znakomicie, choć osobiście wolę chyba bardziej zjadliwe i drapieżne satyry Allena.


Dagmara Romanowska (film.onet.pl)

Miłość Woody'ego Allena do jazzu jest powszechnie znana. Wszyscy słyszeli o jego występach w klubach w Nowym Jorku i Paryżu. Niektórzy oglądali dokument z jego tournée europejskiego "Wild Men Blues" w reżyserii Barbary Kopple (1997). W "Słodkim draniu" Allen na powrót pełni rolę reżysera, a także wciela się w jednego z kilku ekspertów zajmujących się życiem i twórczością znanego w latach 30-tych gitarzysty Emmeta Raya. Autor po raz kolejny sięga do formy sfingowanego dokumentu i świetnie się przy tym bawi, a wraz z nim my.

Ray jest tak autentyczny, iż trudno uwierzyć, że nigdy nie istniał. Wiele w tym zasługi Seana Penna, któremu zresztą rola ta przyniosła nominację do Oscara. Ray kocha kobiety, ale z żadną nie potrafi się związać na stałe. Jego ulubionymi zajęciami (poza grą na gitarze) są oglądanie pociągów oraz strzelanie do szczurów. Emmet uwielbia też alkohol, dobre samochody, jest kapryśny i marzy o sławie. Wymyślił sobie, iż jako gwiazda powinien mieć swój księżyc i na nim pokazać się publiczności podczas występu. Drewniany rogal jednak urywa się z linek, a Ray o mały włos nie przypłaca swojego marzenia skręceniem karku. Podając się za sprzedawcę bierze udział w prowincjonalnym konkursie talentów i ledwo udaje mu się uciec przed rozgniewanymi kłamstwem tubylcami. Cały czas konkuruje z "pierwszym na świecie" gitarzystą - Django Reinhardtem i ilekroć ma okazję go spotkać, mdleje, płacze lub po prostu ucieka. Gdy wreszcie osiąga dojrzałość artystyczną i znajduje się u szczytu sławy - znika i pozostawia po sobie jedynie znakomite nagrania. W swoim scenariuszu Allen kreuje postać muzyka-łajdaka, który ma w sobie coś zarówno z Butcha Cassidy i Sundance Kida, jak i członków nowojorskiej bohemy artystycznej.

W porównaniu z wcześniejszymi filmami autora "Manhattanu", "Słodki drań" wydaje się skromniejszy i spokojniejszy, mniej w nim niż zwykle ironii i drwiny, mniej typowo "allenowskich" dialogów. Z drugiej jednak strony reżyserowi chyba tylko raz, a mianowicie w "Zeligu" (1983), udało się sportretować głównego bohatera z tak dużą dozą ciepła i przyjaźni. "Słodki drań" jest rodzajem hołdu złożonego przez twórcę innym wielkim artystom, ale także pewnym mitom, które się wokół nich wykształciły. Losy Raya to przecież "modelowe" życie mistrza - pełno w nim przygód, kłopotów (szczególnie z pieniędzmi, kobietami i alkoholem), wzlotów i upadków. To natomiast, co po nim pozostaje, to z kolei różne, często mieszające prawdę z fikcją relacje mówiące o tym, jakim był człowiekiem i artystą ...

Jak zwykle Allen dobrał wspaniałą obsadę, może z wyjątkiem Umy Thurman, która na tle Seana Peana i Samanty Morton (także nominowanej do Oscara) wypada dość blado i nieciekawie. Nowojorczyk znowu nas wzrusza i pozostawia w oczekiwaniu na kolejny film.


Anna Osmólska-Mętrak (film.onet.pl)

W latach 30., w złotej epoce jazzu, było dwóch wirtuozów gitary: Emmett Ray w Nowym Jorku i paryski Cygan, Django Reinhardt. Tylko oni dwaj się liczyli, nikt nie mógł się z nimi równać. Nawet przeciętnie zorientowany miłośnik jazzu puknie się zapewne w czoło, co też ta kobieta wypisuje! To tak, jakby ktoś powiedział, że najlepszymi gitarzystami rockowymi nie byli Jimmi Hendrix i Carlos Santana (zresztą wciąż jest!), ale jakiś Johnny String z Oklahoma City i Janek Szarpidrut z Gostynina. No tak, ale właśnie o tym usiłuje nas przekonać Woody Allen przy pomocy kilku wybitnych znawców przedmiotu, odtwarzając z niezwykłą starannością perypetie osobiste i przebieg kariery artystycznej jednego z wymienionych na wstępie geniuszy muzycznych, Emmetta Raya (Sean Penn).

O tym, że Woody Allen jest wielkim znawcą i miłośnikiem jazzu, szczególnie tego z lat 30., wiedzą chyba wszyscy. Wystarczy zaś przypomnieć choćby "Zeliga", a jasne też będzie upodobanie reżysera do wszelkiego rodzaju mistyfikacji i fałszywych dokumentów. Domyślamy się już zatem, że w przypadku "Sweet and Lowdown" mamy do czynienia z fałszywą biografią fikcyjnego bohatera. Zresztą tak naprawdę Allen ani na chwilę nie wprowadza nikogo w błąd, bawi się tylko paradokumentalną konwencją, rekonstruując wydarzenia, które nigdy nie zaistniały. Chociaż może nie tak zupełnie do końca; budując bowiem postać Raya, opierał się na losach kilku jazzmanów, działających naprawdę w latach 30. w Nowym Jorku. Emmett Ray to jeden z najbarwniejszych, najbardziej soczystych, najzabawniejszych charakterów, jakie udało się stworzyć Allenowi w ostatnich latach. Świadomy swego talentu wirtuoz, grający "sweet and lowdown", przy tym zadufany w sobie egocentryk, do tego okazjonalny alfons, piramidalny kabotyn i mitoman, kobieciarz traktujący swoje partnerki z szorstką arogancją, proponujący im na randkach swoją ulubioną rozrywkę: przyglądanie się przejeżdżającym pociągom i strzelanie do szczurów.

Wydaje się, że jedynym jego słabym punktem, jedynym kompleksem a wręcz obsesją jest ten drugi, ten "Cygan" z Paryża, Django Reinhardt, z którym konfrontacji boi się jak ognia. A przecież ten w gruncie rzeczy wstrętny i odrażający typ, nie potrafiący utrzymać związków z kobietami, które nie wiedzieć czemu naprawdę go kochają i są mu oddane, nie budzi w nas negatywnych uczuć. Poza rozbawieniem, wzbudza sympatię, czasami wręcz czułość, a w końcowych sekwencjach, kiedy odsłania wreszcie swoje cierpiące, przegrane oblicze, po prostu współczucie. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jest to w największym stopniu zasługa Seana Penna, który stworzył porywającą, brawurową kreację, jedną z najlepszych w swojej karierze, a nominacja do Oscara była w tym przypadku całkowitym pewnikiem.

Podobnie jak dla jego partnerki, brytyjskiej aktorki Samanthy Morton, wcielającej się w postać pełnej ciepła i słodyczy, trochę niezdarnej i trochę bezradnej, niemej Hattie, wielbiącej bezkrytycznie Emmetta, znoszącej wszystkie jego kaprysy, ale odnajdującej w końcu własne miejsce i niezależność. Uma Thurman w roli żony Emmetta, Blanche, wypada na tym tle dużo mniej przekonująco. Ciekawe czy te dwie aktorskie nominacje pomogą nowemu filmowi Allena znaleźć dystrybutora w Stanach, bo już od pewnego czasu wiadomo, że jego twórczość napotyka za Oceanem na jakieś trudne do zrozumienia opory. A przecież cóż bardziej atrakcyjnego od komedii muzycznej, szczególnie w dobie, kiedy wszelkiego rodzaju filmy muzyczne przeżywają prawdziwy renesans. My, Europejczycy, darzymy jednak Allena miłością wierną i, mam nadzieję, dozgonną.

Film już w lutym miał premierę w Paryżu, wkrótce przyjdzie kolej na Londyn, Rzym i, oczywiście, Warszawę. I choć już słyszę te głosy, jak przy okazji "Przejrzeć Harry'ego" - że to znowu "mniejszy" Allen, to mnie nawet ten najmniejszy sprawia zawsze niezmienną radość i satysfakcję. I każe czekać z niecierpliwością na następną porcję inteligentnej, wyrafinowanej rozrywki.



MUZYKA Z FILMU:
Wykonawcy:
gitara Howard Alden
kontrabas Kelly Friesen
puzon Joel Helleny
fortepian Dick Hyman
klarnet Ken Peplowski
gitara Bucky Pizzarelli
perkusja Teddy Sommer
trąbka Byron Stripling
śpiew Carol Woods



Spis utworów
1. I'll See You In My Dreams - Dick Hyman Group/Howard Alden
2. Caravan - Bunny Berigan & His Orchestra
3. Sweet Georgia Brown - Dick Hyman Group/Howard Alden
4. Unfaithful Woman - Dick Hyman Group/Howard Alden
5. Viper Mad - Sidney Bechet And Noble Sissle's Swingsters
6. Wrap Your Troubles In Dreams (And Dream Your Troubles Away) - Dick Hyman Group/Howard Alden
7. Old-Fashioned Love - Dick Hyman Group/Howard Alden
8. Limehouse Blues/Mystery Pacific - Dick Hyman Group/Howard Alden
9. Just A Gigolo - Dick Hyman Group/Howard Alden
10. 3:00 A.M. Blues - Dick Hyman Group/Howard Alden
11. All Of Me/The Peanut Vendor - Dick Hyman Group/Howard Alden
12. It Don't Mean A Thing (If It Ain't Got That Swing) - Dick Hyman Group/Howard Alden
13. Shine - Dick Hyman Group/Howard Alden
14. I'm Forever Blowing Bubbles - Dick Hyman Group/Howard Alden
15. There'll Be Some Changes Made - Dick Hyman Group/Howard Alden