Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Jak zmieniał się Nowy Jork pod nieobecność Woody'ego Allena
Paul Harris, The Guardian / film.onet.pl

Woody Allen znowu nakręcił film w Nowym Jorku. Ale czy młode pokolenie wciąż go rozumie?

Woody Allen wraca do Nowego Jorku. Po pięciu latach kręcenia filmów w Europie największy kronikarz życia w Wielkim Jabłku powraca do rodzinnego miasta oraz starych neurotycznych klimatów.

W swoim najnowszym filmie "Whatever Works", z komikiem Larrym Davidem w roli głównej, Allen powraca do tematyki, która przyniosła mu sławę: opowiada o obawach i nadziejach niepewnego siebie Żyda z Manhattanu. Oglądając oparty na scenariuszu sprzed niemal 40 lat film, można odnieść wrażenie, że stary Allen nie zmienił się ani trochę.

Ale w przeciwieństwie do niego, zmienił się Nowy Jork. I co ważne, zmienił się obraz Żydów w amerykańskiej popkulturze.

Zamiast radować się powrotu Allena na stare śmieci, wielu komentatorów zastanawia się, czy wciąż jest on w stanie wiarygodnie opowiadać o życiu nowoczesnych Żydów w Ameryce. Niektórzy twierdzą, że Allen i jego film są ostatnimi egzemplarzami w swoim rodzaju. "Rozejrzyjcie się, nie znajdziecie już nikogo ani niczego podobnego do nich" - głosi nagłówek w "New York Magazine".

Przepełnione niepokojem i obawami kinowe alter ego Allena od dawna już nie ma nic wspólnego z młodymi Żydami, którzy nie tylko czują się bezpiecznie w Ameryce, ale także odnoszą w niej wielkie sukcesy. Młode pokolenie Żydów odgrywa coraz poważniejszą rolę w amerykańskiej popkulturze, a szczególnie w branży komediowej. Jednak ich sukcesy nie mają nic wspólnego ze statusem "outsiderów", za to wiele wspólnego z ich własnym talentem.

Żydem jest najbardziej wpływowy obecnie amerykański producent filmowy Judd Apatow, twórca "Wpadki". Żydami są również takie megagwiazdy amerykańskiego kina jak Seth Rogen, Ben Stiller czy Adam Sandler. Nie ma roku w Hollywood, aby każdy z tej trójki nie wystąpił w wielkim komediowym przeboju.

Komedie Allena opierały się na zawsze na bohaterach, którzy byli swego rodzaju outsiderami. Jakie jest zatem jego miejsce w dzisiejszej Ameryce, w której Żydzi zyskali powszechną akceptację? Jak można usprawiedliwić swoje nerwice w kraju, który kocha zarówno twój naród jak i ciebie samego?

Josh Neuman uważa, że nie można. Ten młody żydowski wydawca modnego żydowskiego kulturalnego magazynu "Heeb" z Nowego Jorku, nie jest zachwycony perspektywą obejrzenia filmu Allena, w którym reżyser podąża swoimi starymi ścieżkami. - Nawet zwiastun tego filmu oglądałem z zażenowaniem - mówi Neuman. - Allen jest reżyserem o wspaniałym dorobku, lecz obecnie opowiada o rzeczach, które należą do poprzedniej epoki.

Wystarczy przejrzeć jeden z ostatnich numerów "Heeb", aby zrozumieć, co obecnie interesuje młodych Amerykanów żydowskiego pochodzenia. Okładkę najnowszego numeru pisma zdobi odziana w bikini znana izraelska modelka Bar Rafaeli. Jeden z czytelników pisma zamieszcza na jego stronie internetowej post, w którym zachęca innych czytelników do głosowania na żydowską gwiazdę porno przed zbliżającą się galą AVN Awards [nagrody przyznawane twórcom pornografii przez magazyn "Adult Video News" - przyp. Onet]. Zarówno "Heeb" jak i autorzy niezliczonych blogów odczuwają głęboką satysfakcję z faktu bycia jednocześnie Żydami i Amerykanami. To nowe pokolenie charakteryzuje raczej pewność siebie niż kompleks outsidera.

Amerykańscy Żydzi nie tylko w mediach wyrażają radość ze swojego pochodzenia. Olbrzymi sukces w USA odniosła niedawno linia odzieży "Jewcy" [gra słów mogąca oznaczać zarówno "żydowski" jak i "soczysty" - przyp. Onet]. Na koszulkach Jewcy można przeczytać takie slogany jak "Mojżesz jest moim ziomem" albo "Super Żyd" ("S" na drugiej z tych koszulek jest stylizowane na logo Supermana).

- Pod niektórymi względami żydowska kultura w Ameryce sprowadza się do absurdu. Jesteśmy powszechnie akceptowani. Odnosimy sukcesy. Filosemityzm jest obecnie większym problemem niż antysemityzm - mówi Neuman wskazując na żydowskie organizacje, które nawołują, aby amerykańscy Żydzi nie wiązali się z osobami nieżydowskiego pochodzenia.

Przykładem sukcesu, jaki kultura żydowska odniosła w USA, jest film "Opór" opowiadający o walce żydowskich partyzantów z nazistami. W jednej z jego scen Daniel Craig zapewnia znajdujących się pod jego opieką Żydów, że nie pozwoli ich skrzywdzić. W żydowskiego bohatera wciela się muskularny James Bond, który przemawia z pozycji siły. - Czy on jest Żydem? - pyta mały chłopiec w filmie. Pewnie, że tak. To nowoczesny hollywoodzki Żyd.

Oczywiście, nie zawsze tak było. Allen wywodzi się z długiej tradycji żydowskich komików i reżyserów, którzy byli głęboko osadzeni w swojej żydowskiej tożsamości. Wszyscy oni pochodzili ze społeczności, której członkowie nierzadko pamiętali życie we wschodnioeuropejskich wioskach.

Ci ludzie byli wciąż mocno zakorzenieni w swojej religii, języku, kulturze i - podobnie jak wiele innych społeczności imigrantów - separowali się od amerykańskiego społeczeństwa (lub też ono separowało się od nich). Z tamtej społeczności wyrośli Groucho Marx, Lenny Bruce, Rodney Dangerfield a w końcu i Woody Allen. Stała odzywka Dangerfielda -"Nikt mnie nie szanuje!" - znakomicie wyraża odczucia wielu żydowskich komików tamtych czasów.

Przez całe dekady Żydzi nie mieli dostępu do wielu aspektów życia w Ameryce, na przykład zabraniano im wstępu do zdominowanych przez białych country clubów. Trudno się zatem dziwić, że ich humor cechowało poczucie wyobcowania.

Jednak, podobnie jak wiele społeczności imigrantów, amerykańscy Żydzi zmienili się i zasymilowali. Żydowskie rodziny dawno wyprowadziły się na przedmieścia z ciasnych mieszkanek w centrach miast, zapominając języka jidysz, rozluźniając związki z religią i często wiążąc się z członkami innych społeczności.

- Wkrótce do głosu dojdzie pokolenie Żydów, których matki dorastały oglądając MTV - mówi profesor Robert Thompson, ekspert w dziedzinie kultury na Syracuse University. Obecnie tacy aktorzy jak Rogen czy Sandler występują w filmach, w których nie pada ani jedno słowo na temat ich żydowskiego pochodzenia. Krótko mówiąc, dzisiejszy Amerykanin żydowskiego pochodzenia nie różni się niczym od Amerykanów pochodzenia irlandzkiego, polskiego czy niemieckiego.

Według Thompsona punktem zwrotnym okazał się być może najpopularniejszy serial komediowy w dziejach Ameryki -"Kroniki Seinfelda". Jerry Seinfeld był Żydem, ale był także wyluzowany, zabawny, odnosił sukcesy i miał mnóstwo dziewczyn. Z punktu widzenia fabuły jego pochodzenie było drugorzędną sprawą.

- Wielu ludzi, którzy oglądali ten serial, przypuszczalnie w ogóle nie wiedziało, że Jerry jest Żydem - mówi Thompson. Choć w filmie nie ukrywano jego pochodzenia, nikt też nie przywiązywał do niego szczególnej wagi. Niczego podobnego nie można powiedzieć o najsłynniejszych filmach Woody'ego Allena.

Na powrót Allena do jego korzeni należy patrzeć w szerszej perspektywie, obejmującej nie tylko jego życie, ale także amerykańską kulturę. "Whatever Works" jest czterdziestym filmem w dorobku reżysera. Urodzony w 1935 roku nie należy już do młodzieniaszków. Nawet scenariusz jego nowego filmu należy uznać za wiekowy: powstał on w latach 70. - Allen jedynie go zaktualizował.

Również główny bohater filmu dowodzi, że Allen częściej spogląda za siebie niż przed siebie. Zrzędliwy mężczyzna, którego zagrał Allen David, jest bezpośrednim spadkobiercą Allena z jego wczesnych filmów. - Allen starzeje się i ogarnia go coraz większa nostalgia. Wyraźnie utknął w przeszłości - mówi profesor Al Nigrin, ekspert w dziedzinie filmu z Rutgers University (a także Żyd).

Chyba najdobitniejszym przykładem kulturowej akceptacji Żydów w Ameryce jest film "Bękarty wojny" Quentina Tarantino. Jest to film akcji z czasów II wojny światowej, przedstawiający grupę żydowskich żołnierzy dokonującą rzezi na nazistach w całej Europie. Film został entuzjastycznie przyjęty w Cannes, a w roli głównej występuje w nim Brad Pitt. Woody Allen pewnie by się z tym nie zgodził, ale dla wielu Amerykanów przekaz tego najgorętszego filmu roku brzmi: Żydzi są cool!