Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Portret Allena z czasów młodości
Piotr Czerkawski, gpunkt.pl

Zamiast badać powiązania między zbrodnią a karą, poszukuje przepisu na jajeczną sałatkę. Chętniej niż w nowojorskich intelektualistów wciela się w błazna albo plemnika. Bliżej mu do Groucho Marxa niż Ingmara Bergmana. Tylko o seksie gada równie często, co dziś. Młody Woody Allen niezbyt przypomina siebie Anno Domini 2009. Na portrecie z dawnych lat da się jednak zauważyć pewne znaki szczególne...

W krainie najstarszych opowieści nowojorskiego komika panuje ustrój czystej anarchii. W opozycji do dzisiejszych czasów u Allena rządzą krótkie i wymyślne czołówki, a koalicja dynamicznych gagów cieszy się większym poparciem niż spójna fabuła. Era, gdy Woody tytułował swój film "Bananas" dlatego, że "nie ma w nim ani słowa o bananach", bezpowrotnie minęła. Pierwsze razy z kinem na zawsze pozostaną pamiątką z czasów kiedy młodzieńcza energia niwelowała braki techniczne i niedostatki w doświadczeniu.

Od niezdarnego półgłówka do inteligentnego fajtłapy

W okresie twórczego dojrzewania ekranowa osobowość nowojorczyka stopniowo ewoluuje. Virgil Starkwell z "Bierz forsę i w nogi" to więzień własnej niezaradności, usiłujący skraść serce pewnej nieśmiałej praczce. Fielding Mellish jako "Bananowy czubek" nie ma szans u politycznej aktywistki. Z rewolucyjnym zapałem wskakuje jednak do jej łóżka jako alter ego Fidela Castro. Okoliczności sprzyjające rozwojowi stosunków międzynarodowych nie są bynajmniej zasługą Mellisha, ale Fielding potrafi przynajmniej niczego nie zepsuć. Pełna potknięć na prostej drodze wyprawa ścieżkami ewolucji prowadzi Allenowskiego niedorajdę do bram nowojorskiej elity. Allan z "Zagraj to jeszcze raz, Sam" nie przypomina może Humphreya Bogarta, i kobietom wciąż wydaje się bardziej śmieszny niż zabawny, ale jako wykształcony krytyk filmowy polubił wspinaczkę na intelektualne wyżyny. Mimo że fajtłapowatą stronę swojej osobowości kradnie wspomnianemu Virgilowi, znacznie więcej wspólnych tematów znalazłby z Alvym Singerem z "Annie Hall".

Fałszywy dokument autobiograficzny

Allen bez Allena? Zwrot znajdujący się dziś w powszechnym użyciu przed laty nie mieścił się w słowniku reżysera. Zanim Woody zechce zrealizować Bergmanowskie "Wnętrza", stanowi stały'element dekoracji wszystkich swoich filmów. Z przekornym uśmieszkiem utrwala przekonanie, że bohaterom wypożycza nie tylko własną twarz i elementy garderoby, lecz przede wszystkim - cechy charakteru. Z Virgilem Starkwellem dzieli się datą urodzenia, z Fieldingiem - byłą kobietą (ukochaną mężczyzny zagrała była żona Woody'ego - Louise Lasser), a z bohaterem "Zagraj to jeszcze raz..." swoim prawdziwym imieniem. Rzeczywistego Allena wciąż traktuje się jak Toma Baxtera z "Purpurowej róży z Kairu" - postać, która zeszła z ekranu. Na nic zdają się tłumaczenia samego twórcy i jego otoczenia (m. in. przyjaciela i biografa Woody'ego - Erica Laxa) - trwający od początku kariery autopromocyjny spektakl okazuje się jednym z najlepiej wyreżyserowanych dzieł twórcy "Wspomnień z gwiezdnego pyłu".

Są chwile, kiedy ironiczna gra z własnym wizerunkiem przeradza się w mentalny striptiz. Nowojorski komik zamiast dotykać życiowych wątpliwości, ledwie nieśmiało je muska. Z nieodłącznym uśmiechem na twarzy. Na początku twórczej drogi myśli Allena trzymają się w odpowiedniej odległości od niebezpiecznej obsesji przemijania. Znacznie bardziej niż okoliczność śmierci podnieca reżysera problematyka damsko-męskich relacji. "Wszystko co chcielibyście wiedzieć..." gwarantuje bezpieczny seks, podczas którego intymne szczegóły pozostają zakryte. To burleska flirtująca jednocześnie z kinem Michelangela Antonioniego oraz tematyką osiągania orgazmu w miejscach publicznych znacznie wcześniej nim Harry poznał Sally. Bardziej tradycyjne doznania oferuje "Zagraj to jeszcze raz...". W wyniku rozwodu z żoną Allan traci nie tylko część majątku, lecz także ogładę i pewność siebie w relacjach z kobietami. Coraz śmielej czuje się jedynie w towarzystwie dawnej znajomej, ale smutna prawda głosi, że przyjaźń rzadko kiedy idzie pod rękę z miłością.

Z estrady przed kamerę

Woody - król w świecie stand up comedy i nowicjusz na terytorium kina podbija nowe tereny za pomocą sprawdzonego oręża. Pierwsze filmy Allena przypominają wydłużone sceniczne występy, na potrzeby których za pomocą krótkich ujęć i dynamicznego montażu przetłumaczono mowę kabaretu na język kina. Twórca "Annie Hall" rozkłada akcenty tematyczne podobnie jak koledzy - komicy, lecz w wypowiedziach zdarza mu się przemycać autorski slang. Opowieść o Fieldingu Mellishu przypomina groteskowe przemówienie w jakim Woody - liberalny demokrata wyśmiewa praktykę zbierania owoców przez amerykańskie interwencje w "bananowych republikach". Reżyser, strzelając śmiechem, w pojedynkę gromi połączone siły polityki i mediów. W ramówce telewizyjnej w "Bananowym..." relacja na żywo z zamachu na południowoamerykańskiego dyktatora sąsiaduje z transmisją live z łóżkowych zmagań Fieldinga i jego żony. We "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć..." Allenowska oferta programowa wzbogaca się o Montypythonowski w duchu teleturniej o nazwie "Jakie jest twoje zboczenie seksualne?".

Najbardziej wdzięczny temat żartów nowojorczyka stanowi oczywiście on sam. W "Bierz forsę i w nogi" Allen wycelował ostrze satyry w swoje żydowskie pochodzenie, będące odtąd stałym obiektem jego kpiarskich ataków. W świecie Virgila Starkwella, stworzonym przez absurdalną wyobraźnię reżysera, cud przemiany przestępcy w dostojnego rabina odbywa się w wyniku nieudanego eksperymentu medycznego, a ateistyczne poglądy stanowią taki sam stygmat jak szpecące piegi na twarzy. Przejęty postawą bezbożnego syna Starkwell - senior ukrywa zawstydzone oblicze za podobizną Groucho Marxa. Rodzice z "Bananowego czubka" podczas wspólnej rozmowy chowają twarze za operacyjnymi maskami i bez znieczulenia aplikują synowi sporą dawkę obojętności.

Jak w zwierciadle

Zaczęło się od wzbudzającego po latach wstyd wygłupu komika estradowego, który dziś zamiast do kin trafiłby prosto na serwis YouTube. Po zrealizowaniu "Co słychać koteczku", reżyser ze zręcznością Leonarda Zeliga upodabnia swoje filmy do standardów poszczególnych konwencji, by następnie nakładać na nie pastiszowy make- up. Pole do popisu uzyskane od producentów Woody traktuje jako poligon doświadczalny dla pocisków o różnej sile rażenia. Kunszt nabyty przy realizacji "Bierz forsę i w nogi" kilka lat później zaowocuje popełnieniem fałszerstwa doskonałego. Słynne mocumentary o człowieku-kameleonie stanowi spełniony sen reżysera z czasów "Bierz forsę...", gdy marzenia o karierze falsyfikatora zostały nadwerężone przez rzeczywistość, a producenci nie chcieli słyszeć o zabiegu upiększającym - zastosowaniu czarno - białej taśmy. "Zagraj to jeszcze raz..." odsłania bardziej romantyczny profil wykrzywionej w sarkastycznym grymasie twarzy Allena i ośmiela reżysera, żeby z podobną miną spoglądał w kamerę w "Annie Hall" czy "Manhattanie". Przygodna znajomość ze strukturą filmu nowelowego we "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć..." okaże się romansem na jedną noc, ale stanowi też możliwość gry z konwencją horroru o szalonym naukowcu i przerażająco wielkiej piersi.

Allenowskie uniwersum przypomina wielką salę balową - miejsce, gdzie postacie rodem z poradnika wirują w tańcu z bohaterami "Hamleta". W swoich pierwszych filmach Woody traktuje własną erudycję jako materiał potrzebny do stworzenia krzywego zwierciadła ambitnej kultury amerykańskiej i europejskiej. Na dojrzały dialog z kinem Felliniego ("Wspomnienia z gwiezdnego pyłu") czy Rohmera ("Vicky Cristina Barcelona") przyjdzie jeszcze czas. Na razie liczą się luzackie mrugnięcia okiem, za pomocą których reżyser prześmiewczo odwołuje się do gwiazd dawnego Hollywood, w południowoamerykańskiej republice wprowadza język szwedzki, a w zrealizowaniu sceny procesu sądowego wyraźnie posiłkuje się "Kaczą zupą" braci Marx.

Jeśli Woody Allen od lat kręci ten sam film, pierwsze sceny stanowią przykuwający uwagę początek. Hitchcockowskie trzęsienie ziemi, powódź pomysłów , huragan nawiązań i zapożyczeń. Z chaosu wyłania się sylwetka niesfornego demiurga, który bada granice własnej wyobraźni, snuje się po jej bezdrożach, pozbawiony mapy i kompasu. Ślady w postaci ulubionych motywów oraz drogowskazy w stronę bardziej zdyscyplinowanej formy powoli kierują twórczość Allena na dobrze znane tory. Na ostatnim przystanku o nazwie "Vicky Cristina Barcelona" nowojorską aurę zastąpiło niby hiszpańskie słońce, a wiekowy reżyser skrył się w cieniu młodych ciał hollywoodzkich gwiazd. Mistrzowie kina (w tym przypadku twórcy Nowej Fali), mężczyzna opętany zdobywaniem kobiet oraz pretensjonalna intelektualistka ("zrobiłam dwunastominutowy film o tym jak trudno zdefiniować miłość") - towarzysze Allenowskiej podróży wydają się jakby skądś znajomi. Okoliczności się zmieniają, bagaż fascynacji i obsesji uzupełnia coraz cięższy tobołek doświadczeń. Woody, choć spowalnia marsz przez regularne przystanki, podąża wciąż tą samą, dziś już ściśle wytyczoną drogą. Prosto w stronę nieubłaganego finiszu.