Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Woody Allen bez kamery
Marta Strzelecka, Gazeta Wyborcza

Pierwszy po prawie 30 latach zbiór opowiadań Allena to sprawnie zredagowany zestaw dowcipów. Świat chwali je częściej niż jego ostatnie poważne scenariusze.

Bardzo śmieszny Allen napisał kilkadziesiąt opowiadań, kilkaset telewizyjnych wystąpień, kilka tysięcy kabaretowych dowcipów. Dostał Oscary za scenariusze "Hanna i jej siostry", "Annie Hall". Biegał w czapce błazna we "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie". W "Bananowym czubku" potykał się, przewracał, grał nieudolną ofiarę losu przypominającą Louisa de Funesa w komediach o żandarmie. Poważny Allen prawił morały we "Wnętrzach", pytał o zasady w "Zbrodniach i wykroczeniach", naśladował tragedie szekspirowskie w "Match Point" i "Śnie Kasandry".

Między nimi jest Allen, który oskarżony przez Mię Farrow o molestowanie dwójki ich dzieci, w 1992 r. wygłasza oświadczenie w amerykańskiej telewizji: "Jedyna wina, do jakiej mogę się przyznać, to fakt, że zakochałem się w adoptowanej córce pani Farrow". Właśnie wtedy prasa przestała go lubić, a on przestał być odważny w wygłupach. Dziś ma 73 lata. Wciąż pisze. Nie czyta recenzji, więc nie wie, że traci fanów.

"Dziś bycie fanem Allena jest jak wspieranie Anglii - pisał po premierze "Snu Kasandry" angielski "The Times". - Opiera się na tęsknocie za dawną świetnością". Jednak wystarczy, że cokolwiek przypomina zestaw skeczy z neurotycznym roztrzęsionym bohaterem, publiczność jest zadowolona, a prasa nie widzi powodów do narzekań.

Tom 18 opowiadań "Czysta anarchia", choć zdaniem samego autora nadaje się najwyżej na podpałkę, nie był krytykowany tak ostro jak ostatnie jego filmy. W Stanach ukazał się po prawie 30 latach od jego ostatniej książki - "Skutków ubocznych". Przypomina zbiór telewizyjnych wystąpień, które Allen pisał na początku lat 60. dla programu "Colgate Hour" - w garniturze, z przyklejonym do twarzy uśmiechem opowiadał anegdoty o tym, jak potrącił samochodem łosia, a potem woził go na masce, albo jak rozstawał się z narzeczoną tak mało inteligentną, że kiedy coś ją bolało, nie potrafiła przypomnieć sobie słowa "ał". Taki sam kabaret uprawiał w "Bananowym czubku".

W "Czystej anarchii" pojawiają się pomysły sprawdzone przez Allena w filmach. Jest pomyłkowe porwanie dublera wziętego za gwiazdę, nieudana próba zabójstwa, pisarze dorabiający chałturami - biuro spowieściowywania kasowych filmów, z którym współpracuje Marquez, kiedy ma "pustki w spiżarni". Są nieudolni dziennikarze albo redaktorzy pracujący w "Ilustrowanych Aurach" albo w "Wyschłych Niebiosach. Magazynie Opinii". Pojawiają się seksowne kobiety nazywane przez Allena "rozkosznymi młodymi stworzeniami", budzące skojarzenia raczej ze Scarlett Johansson niż z Diane Keaton. "Iście po indyjsku objęła mnie dwoma ramionami, a gmerała mi w spodniach pozostałymi czterema".

Mało fabuły i dużo anegdot. Od takiego pisania zaczynał. W 1952 r. tworzył dowcipy dla Earla Wilsona, felietonisty "The New York Post". Jego idolem był wtedy S.J. Perelman, autor dowcipów w scenariuszach braci Marx. Epizodyczność weszła Allenowi w krew.

W połowie lat 70. w programie telewizyjnym BBC chodzi wokół stołu bilardowego z kijem, opowiadając, jak wymyśla historie. "Powiedzmy, że pracuję nad niesamowitą historią o tym, jak wniosłem ten ogromny stół do domu. Nie ma takiej historii. Ale załóżmy, że jest. Zacząłbym od wejścia do pokoju, opowiedzenia jej sobie pod nosem, chodzenia w kółko, opowiadania wciąż od nowa, szukałbym kilku prostych gagów, które mogłyby wywołać śmiech. Na przykład podłoga nie wytrzymuje ciężaru stołu bilardowego, który spada piętro niżej, do jadalni, zabijając mnie, żonę i naszych gości".

Zabójstwo w opowiadaniach Allena nie prowokuje poważnych dyskusji o winie, karze, grzechu, wierze jak w "Zbrodniach i wykroczeniach". Odgrywa tylko rolę wydarzenia napędzającego akcję jak w "Tajemnicy morderstwa na Manhattanie". Anegdoty z "Czystej anarchii" mogłyby trafić do "Złotych czasów radia", gdzie rabusie podczas napadu, który ma zrobić z nich bogaczy, dowiadują się, że właśnie wygrali fortunę w show z nagrodami. Bohaterowie są jak Allen z "Bierz pieniądze i w nogi" - przypominający Chaplina, z jego niemymi slapstikowymi scenami w rytmie fortepianu.

Allen nie chce być w opowiadaniach mistrzem narracji. Nie jest tak zdyscyplinowany jak w nielubianym przez angielską prasę "Match Point", krytykowanym wszędzie z rozpędu "Śnie Kasandry". Ale właśnie jako autor tych scenariuszy wie, jak trzymać tempo, zachować proporcje między humorem, ironią i powagą.

Kiedy zaczynał pisać scenariusze, przede wszystkim interesowało go rozśmieszanie. Od początku wiedział, że dla inteligentnej historii trzeba poświęcić kilka pustych śmiechów. We "Wspomnieniach z gwiezdnego pyłu" (1980): "Nie chcę już robić śmiesznych filmów. Nie zmuszą mnie. Nie jestem śmieszny. Widzę wokół ludzkie cierpienie". Głos z offu: "Ludzkie cierpienie nie sprzedaje biletów w Kansas".

Kiedy nie rozśmiesza, nie jest lubiany. Mike Leigh: „ ťZłote czasy radia Ť zabrałbym na bezludną wyspę, ale gdybyście chcieli poddać mnie strasznym torturom, przyślijcie mi ťMatch Point Ť. Nie przetrwałbym 24 godzin". Na angielskich plakatach „Snu Kasandry" nazwisko Allena trudno dostrzec. Przyciągają gwiazdorzy - Farrel i McGregor. Anglików złości udawanie ich akcentu, podobnie jak Katalończyków złości, że władze Barcelony hojnie wsparły budżet jego ostatniego filmu. Zamiast moralizatorstwa oczekuje się od Allena radości spontanicznych scen takich jak gotowanie homarów w „Annie Hall".

Dorastał bez książek. Nie przeczytał żadnej przed liceum. Wolał komiksy, słuchał radia, nałogowo chodził do kina. "Może gdybym czytał w dzieciństwie, byłbym teraz pisarzem, zamiast zajmować się show-biznesem".

Za to reżyseruje, jakby pisał. "Wrzesień" po zmontowaniu pierwszej wersji w całości nagrał od nowa. "Zbrodnie i wykroczenia" - w dwóch trzecich. Twierdzi, że nie może być inaczej. Przecież żaden pisarz nie publikuje pierwszej wersji. Przepisuje, poprawia, wykreśla, od nowa stawia akcenty, rozkłada emocje. "Trudno mi sobie wyobrazić, że reżyser nagrywa, montuje i jest zadowolony" - mówi. Przez rok szlifuje scenariusz, jednak zawsze zostawia coś do poprawienia. Na planie najczęściej wygłasza dwie komendy: "Szybciej" albo "Nie graj tak dużo".

Pięć lat temu wyreżyserował w Nowym Jorku spektakl "Niemoc twórcza pisarza" na podstawie swoich dwóch dramatów. W jednym z nich znudzeni bohaterowie rozmawiają jak postaci z Czechowa. Sheila: "Spójrz Normanie, gęsi powróciły". Norman: "Jakbyś była tragiczną bohaterką rosyjskiej sztuki". Jenny: "Nienawidzę rosyjskich sztuk. Nic się nie dzieje, a każą płacić jak za musical".

Ostatni film, "Vicky Cristina Barcelona", po premierze w Cannes chwalili nawet obrażeni na Allena angielscy dziennikarze. Piękne kobiety w obsadzie, dowcipna romantyczna historia, sceny erotyczne. Teraz pracuje w Nowym Jorku po raz pierwszy od filmu "Melinda i Melinda" z 2004 r. Wystąpi w nim obok Larry'ego Davida, który pojawił się w "Złotych czasach radia" i "Opowieściach nowojorskich". Wraca do sprawdzonych formuł.