Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Woody Allen: Kiedyś byłem fatalny, teraz jestem tylko słaby
Marta Strzelecka, wyborcza.pl

Podczas tegorocznej świątecznej trasy z The New Orleans Jazz Band Woody Allen wystąpił już w Dreźnie, Pradze, Amsterdamie, Florencji. Od wczoraj ma przerwę, aż do niedzielnego koncertu w Warszawie. Nie rozmawia z dziennikarzami, na scenie bawi się graniem monotonnej, staroświeckiej muzyki. Robi karierę na byciu antybohaterem.

Umówienie się na wywiad z Allenem w okolicach Bożego Narodzenia jest prawie niemożliwe. Od lat spędza ten czas, podróżując po Europie z żoną, dziećmi, przyjaciółmi z grupy jazzowej. Wtedy najważniejsze są posiłki z najbliższymi, spacery, granie na klarnecie. Zgadza się na przesłanie pytań mailem, przez pośrednika. Ma ich być nie więcej niż dziesięć. Nie może obiecać, że odpowie na wszystkie. Po otrzymaniu odpowiedzi wyobrażam sobie, że okoliczności odczytywania pytań przez asystenta przypominały sceny z dokumentu "Wild Man Blues" o jednej z jego pierwszych tras koncertowych.

Allen je śniadanie w drogim europejskim hotelu, przy stole przykrytym białym obrusem, pod wysokim sufitem ze złoconym żyrandolem, otoczony kilkoma osobami. Wśród nich agent, siostra Letty Aronson, żona Soon Yi Previn. Ktoś z nich czyta maila z Polski. "Jak pan wspomina pierwsze lata grania? Kiedy zmienił się pan z kabareciarza w muzyka? Czy nie przeszkadzało panu, że publiczność w nowojorskim Michael's Pub wolała, żeby opowiadał pan dowcipy, zamiast grać na klarnecie? Jeśli nie wymyślił tego pana biograf Eric Lax...". Allen, przełykając sok pomarańczowy, rozmawia z Soon Yi o hiszpańskich omletach twardych jak kamienie. "Jakby były kawałkami skał wulkanicznych", mówi. Agent: "Mógłbyś odpowiedzieć na pytania, Woody?". "Pytania?". "O początek twojej kariery klarnecisty". "Graliśmy, przyjemnie było".

"Za co ceni pan George'a Lewisa, mistrza klarnetu? Czego mu pan zazdrości?". Allen: "Dlaczego ceni się jakiegokolwiek artystę? Dlatego, że jest wielkim artystą". Soon Yi, która podczas tras spełnia funkcję doradcy męża, matkuje mu, łagodzi jego ironię: "Nie powiesz o wielkim nieokrzesaniu, nierównym brzmieniu, jakiego próbujesz się nauczyć, słuchając Lewisa albo Sidneya Becheta? Jest też pytanie o twoje ulubione płyty Becheta". "Odpowiedziałem przecież. Wielcy artyści. Dlaczego dałaś mi ten omlet? Czy musimy jeść na śniadanie jajka, tylko dlatego że jesteśmy w Europie?".

Odpowiedzi są krótkie, za to oryginalne, w porównaniu z innymi publicznymi wypowiedziami reżysera. Po przeczytaniu kilkudziesięciu wywiadów, obejrzeniu wielu długich telewizyjnych rozmów oraz show z jego udziałem można ułożyć listę powtarzanych przez Allena kwestii. Pewien amerykański dziennikarz nazwał je "woodyzmami".

1. "Zacząłem od upokarzającego scenariusza. Kiedy obejrzałem 'Co słychać, koteczku?' , byłem zażenowany własną pracą. Dlatego postanowiłem, że będę reżyserem. Pomyślałem, że to jedyny sposób na realizację moich słabych tekstów".

2. Historia o koledze ze szkolnej ławki, który potrafił narysować konia. "Dla niego to była prosta rzecz, dla mnie nie do zrobienia. Nie potrafiłbym za nic w świecie. Podobnie jak dla mnie pisanie dowcipów jest łatwe, a inni się tym zachwycają".

3. "W filmach gram tylko dwa typy, bo to jedyne, co potrafię. Prosta sprawa: daję sobie role intelektualistów, bo noszę okulary, wiem, jak nerwowo gestykulować i jąkać się. Albo gram ludzi z nizin społecznych, bo dorastałem na ulicach Brooklynu".

4. "To kolosalne nieporozumienie, że postrzega się mnie jako natchnionego czytelnika rosyjskich klasyków albo uczestnika dyskusji na wysokim poziomie, które odbywają się w restauracjach na Manhattanie. Zazwyczaj jestem facetem w koszulce z puszką piwa przed telewizorem".

5. "Znaczenie szczęśliwego przypadku w życiu jest niedoceniane". Najczęściej wygłasza tę kwestię w rozmowach o "Wszystko gra", ale potrafi jej użyć pytany o kilka innych filmów, choćby o "Mężów i żony".

Lista woodyzmów jest długa. Jednak skończona. W książce Erika Laksa, który przeprowadzał wywiady z Allenem przez ponad trzydzieści lat, można ich znaleźć około dwudziestu. Allen żongluje nimi w większości wywiadów. Główna zasada reagowania na pytania: zaprzeczać. Albo podwójnie zaprzeczać. Jak bohater "Wspomnień gwiezdnego pyłu", który podczas konferencji prasowej na pytanie, czy jest narcyzem, odpowiada: "Skądże znowu. Gdybym miał się porównywać do kogoś z mitologii, na pewno nie byłby to Narcyz". "Kto zatem?". "Zeus".

Druga zasada tworzenia własnego wizerunku w mediach: mówić, że sukces jest przypadkiem, pomyłką, dziwnym zbiegiem okoliczności. Na moje pytanie, czy powtórzyłby wypowiedź sprzed kilku miesięcy o tym, że brak kompetencji nigdy nie przeszkadzał mu w rzucaniu się w coś z entuzjazmem, odpowiada: "Jasne". "W czym pana zdaniem jest pan niekompetentny?". "Prawie we wszystkim". Pytam, czy wciąż marzy, żeby zrealizować film o historii nowoorleańskiego jazzu. "Chciałbym, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek zapłacił za realizację, a potem ktokolwiek przyszedł do kina, żeby to zobaczyć".

Czego nauczył się jako muzyk przez ponad trzydzieści lat, od czasu nagrywania ścieżki dźwiękowej do "Śpiocha" z Preservation Hall Jazz Band? "Rozwinąłem się bardzo. Kiedyś byłem fatalny, teraz jestem tylko słaby". Przyznaje, że wyreżyserował w operze "Gianni Schicchi" Pucciniego tylko dlatego, żeby zrobić znajomemu przysługę. Można podejrzewać, że chodziło o Placido Domingo, który zaprosił Allena do współpracy.

Jedyna sprawa, o której wydaje się mówić szczerze, to związek z Soon Yi. W rozmowie z Erikiem Laksem sam zaczyna o tym mówić, niepytany: "Ironiczne, że moje małżeństwo z nią, które przez innych jest postrzegane jako irracjonalne, dla mnie jest jedynym związkiem, który się sprawdza".

Kiedy namawianie Allena na wywiad kończy się kilkoma zdawkowymi zdaniami reżysera, można się pocieszać, że mało czasu poświęca również na wstępne rozmowy z aktorami, którym powierza potem główne role. Jonathan Rhys Meyers, Christopher we "Wszystko gra", wspominał w jednym z wywiadów, że przesłuchanie trwało około dwóch minut. Podobne wspomnienia mają Scarlett Johansson, Penelope Cruz, Javier Bardem.

"Postaram się dawać inteligentniejsze odpowiedzi, kiedy przyjadę do Warszawy" - zadeklarował Allen na koniec mailowego wywiadu. Ostatnie dni grudnia i początek stycznia spędzi w Hiszpanii. Tam jest ulubieńcem prasy. W wywiadach po premierze "Vicky Christina Barcelona" otwarcie przyznawał, że zrealizował ten film, bo rząd Katalonii dał mu na to pieniądze. "Czego więcej potrzeba? Nie muszę czekać na natchnienie. Pisanie scenariuszy takich filmów jak ten naprawdę nie jest trudne".