Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Recenzja książki "Czysta anarchia"
Darek Barczewski, gildia.pl

Woody Allen to jedna z ciekawszych postaci wiszących sobie szczęśliwie na gwiazdorskim nieboskłonie. Określany mianem "pięknego brzydala" czy też enfant terrible kina amerykańskiego - z czym oczywiście można się zgodzić lub nie - jest osobą świetnie znaną i rozpoznawaną pod każdą szerokością geograficzną, a przynajmniej w tych krajach, w których panuje moda na oglądanie telewizji. A przecież Woody Allen to nie tylko kino. Ten obdarzony niezwykłym, nieco absurdalnym poczuciem humoru Amerykanin próbował także swoich sił z piórem, czego efektem, oprócz wielu scenariuszy filmowych, są liczne książki. Najnowszą, "Czystą anarchię", miałem przyjemność otrzymać w swoje niegodne ręce.

"Czysta anarchia" to zbiór, a raczej zbiorek osiemnastu zgrabnych, szczupłych i intelektualnie wysublimowanych opowiastek. Ich zakres tematyczny wydaje się dość... ograniczony. Bohaterami opowiadań autor uczynił twórców - aktorów, pisarzy, scenarzystów... A zatem grono bliskie sercu i okularom Woody'ego Allena. Problemy, z jakimi spotykają się kowale sztuki, nie są jednak wcale typowe. W gęstej mgle absurdu, lekko jedynie rozświetlanej przez promienie ironii, rodzą się przypadki i wypadki wprost nie z tej ziemi. Zainspirowany rzeczywistymi wydarzeniami, o których donosił cytowany na czele każdego rozdziału New York Times, Allen popuścił wodze fantazji i stworzył teksty dosłownie "odjechane", a przy tym zabawne i niekiedy zmuszające do zastanowienia się. Nie da się ukryć, że Allen ma zadatki na filozofa, przy czym w kręgu jego zainteresowań pozostaje bez wątpienia filozofia humoru. Zdania wychodzące spod jego pióra posiadają zarówno dowcipną lekkość skeczów kabaretowych, jak i głębię rozpraw metafizycznych. Słowem - w "Czystej anarchii" spotkać możemy się z takim Woodym Allenem, jakiego dobrze znamy i kojarzymy, jedynym w swoim rodzaju.

Istnieją opowiadania i opowiadania, przy czym, jak powszechnie wiadomo, Allen tworzy te drugie. Próżno w tej książce szukać powiastek "made by Stephen King", choć obu autorów, prócz obywatelstwa i sporego konta w banku, łączy umiejętność spostrzegania horyzontów potencjalnej niezwykłości w zwyczajnych, powszechnych i nudnych zjawiskach oraz czynnościach. Przy czym dla Kinga pomysły te stają się kanwą do budowy opowiadań fantastycznych, Allen zaś bawi się językiem, słowem, kontekstem. Przede wszystkim się bawi. A my wraz z nim.

Trudno mi, skromnemu recenzentowi, oceniać warsztat pisarski Allena. I nie powstrzymuje mnie przed tym bynajmniej elementarna skromność, której zasoby u mnie wcale nie takie wielkie, ale brak odpowiednich umiejętności. Allen posługuje się bowiem szerokim zapasem słów, dodatkowo jeszcze wzbogaconym przez taktykę przewrotnego mieszania i łączenia w związki tak niezwykłe, że na ich widok trząść się powinno serce każdego literata. Jakże można oceniać kogoś, kto tak daleko zabrnął we własny, unikalny styl, że bez odpowiednich studiów nie sposób go rozwikłać?

To mi przypomina o obowiązku cokolwiek mniej przyjemnym, ale jakże satysfakcjonującym. Czyli pora nadeszła na krytykę... Nie zamierzam - zgodnie z powyższymi ustaleniami - oceniać warsztatu i techniki Allena, ale pozwolę sobie zauważyć, że w moim skromnym, bardzo subiektywnym mniemaniu, książeczka nie prezentuje równego poziomu. Obok tekstów znakomitych i przezabawnych, znalazły się w niej i takie, które określiłbym mianem "docenionych na siłę". Być może pojawiły się ze względów ekonomicznych. Wszak aby wydać zbiór opowiadań, trzeba ten zbiór wykrzesać... Gwoli ścisłości, jak świat światem, nie zdarzyło się jeszcze by wydano zbiorek idealny, co pewnie wynika z chropowatości naszych gustów. Jeden woli rodzynki, a drugi arbuzy... Pewnym utrudnieniem w lekturze, okazała się dla mnie także maniera Allena sypania nazwami, nazwiskami, lokalizacjami itp. Pewnie nie byłoby to takie złe, gdyby nie fakt, że większość z nich nic mi - biednemu mieszkańcowi Europy Środkowej - nie mówi. Tutaj jednak pomocny może się okazać słowniczek umieszczony na ostatnich kartach książki, za który uniżenie dziękuję pomysłodawcy, szkoda tylko że nie odnalazłem go przed lekturą. Ufam jednak, że Wy, drodzy Czytelnicy, nauczeni moim przykładem, skorzystacie z tego doświadczenia i łatwiej Wam będzie przedzierać się przez poszczególne opowiadania.

Pytanie, czy warto sięgnąć po książkę Allena byłoby zasadne, gdyby nie fakt, że nawet średnio uważny czytelnik dostrzegłby przebijający z tekstu niniejszej recenzji zachwyt nad badanym dziełem. Zachwyt ten jest, jak sądzę, uzasadniony, gdyż "Czysta anarchia" to pozycja unikatowa. Mało, a przynajmniej za mało znajdziemy takich wariacji, mało literackich karabinów nabitych absurdem i ironią... Czas poświęcony najnowszemu dziecku Allena nie będzie czasem straconym. Dobrze też wiedzieć, że po romansie z tematami zdecydowanie poważniejszymi (vide "Sen Kassandry"), Woody Allen ponownie rozpycha się w świecie humoru z górnej półki. Humoru inteligentnego, a przy tym nadal zabawnego. Polecam.

Czysta anarchia
Autor: Woody Allen
Tłumaczenie: Wojsław Brydak
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie polskie: 5/ 2008
Liczba stron: 184
Format: 130 x 200 mm