Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Woddy Allen: maska przyrośnięta do twarzy.
Boyd Tonkin, The Independent / film.onet.pl

Nowe arcydzieło słynnego nowojorczyka to pół wieku misternie wykuwanych słów. Najnowsza książka Woody'ego Allena, "Czysta anarchia", przełamuje 27-letni okres posuchy dla fanów jego pisarstwa. Na szczęście, warto było tyle czekać.


Woody Allen pisarzem? Tak naprawdę, nigdy nie był nikim innym. Przecież zawodowa kariera Allana Konigsberga z Bronksu zaczęła się w 1952 roku, kiedy zaczął podsuwać swoje dowcipy felietoniście gazety "New York Post", Earlowi Wilsonowi. Wkrótce awansował na płatną 20 dolarów za tydzień posadę "dostawcy" kawałów dla dziennikarza Davida Albera. Stamtąd już tylko jeden mały skok dzielił go od sięgnięcia wyżyn artyzmu w programie "The Colgate Comedy Hour" w 1955 roku. Jak mówi cierpko hollywoodzki magnat, E Coli Bigos, do pozbawionego gotówki tytana literatury, Flandersa Mealworma, w opowiadaniu Allena "Stalówka do wynajęcia": "Każdy Szekspir musi jeść, bo jak nie, to zdechnie zanim wykuje arcydzieło."

A nowe arcydzieło Allena to pół wieku misternie wykuwanych słów. Przy całym zamiłowaniu do melancholijnych zdjęć a la Bergman i wyrazistej gry aktorów, takich jak Michael Caine czy Scarlett Johansson, oraz ścieżki dźwiękowej usianej gwiezdnym pyłem klasyki amerykańskiego jazzu, jego filmy opierają się na fundamencie scenariusza tak mocno, jak jego ulubiony Manhattan na granitowym podłożu, które dźwiga tamtejsze drapacze chmur.

Woody bez jego własnych słów to jak Flip bez Flapa, wódka bez zakąski. Nawet gdyby ten autor gagów z lat 50. i komik sceniczny z lat 60. nigdy nie nakręcił filmu (a uczynił to po raz pierwszy zszywając w 1966 roku swój scenariusz z pewnym japońskim oryginałem, skutkiem czego powstał "What's up, Tiger Lily?") zasługiwałby na honorowy wpis w poczcie nowojorskich pisarzy-satyryków.

Allen zawsze z radością tworzył na wielu płaszczyznach. Rok 1966 był świadkiem nie tylko jego reżyserskiego debiutu, ale i gry w pierwszej kinowej wersji "Casino Royale" według Fleminga, premiery jego sztuki "Don't Drink the Water" na Broadwayu, a przede wszystkim publikacji jego pierwszego skeczu przez słynący z wysokich wymagań tygodnik "New Yorker". Przez następne kilkadziesiąt lat na tych łamach będą się regularnie ukazywać opowiadania Allena - realistyczne lub fantastyczne opowieści, zakorzenione w przedziwnych zderzeniach kultury wysokiej i masowej albo wzniosłych ideałów i przyziemnych pragnień, które są siłą napędową jego scenariuszy.

Pierwszy zbiór opowiadań ukazał się pod tytułem "Getting Even" w 1971 roku. Następny były "Without Feathers" ("Bez piór") w 1975 roku i "Side Effects" ("Skutki uboczne") w 1980. Tak więc "Anarchia" (z której nieco ponad połowa to teksty drukowane przez "New Yorkera") przerywa ćwierć wieku posuchy dla fanów literackiej błazenady Allena. Warto było zaczekać. Paula Pessary, uduchowiona gwiazdka uwikłana w prześmiewczo-tragiczny dramat sądowy z pewnym hollywoodzkim agentem (w opowiadaniu "Uwaga, spadający magnaci") twierdzi, że: "gdybym zrobiła się na nastolatkę, mogłabym przypuścić szturm na serca sporego odłamu ludności" Spory odłam ludności wiernej Allenowi ma znów z czego się cieszyć.

Niecierpliwi krytycy nieraz zarzucali Allenowi, że jego filmy lekceważą brud, zróżnicowanie i nawet niebezpieczeństwa czające się na prawdziwym Manhattanie (w latach 70. i 80., ale może i teraz), aby pławić się w uwodzicielskiej, mieszczańskiej fantazji. Jak sam przyznał, "Nowy Jork w moich filmach jest taki, jakim chciałbym, żeby był". Ale nie jest przecież społecznym realistą, lecz autorem, który kreśli przed nami niemal sielankowy pejzaż marzeń o miłości i samotności, sushi i koktajlach, musicalach i terapii. Ten zmyślony świat wisi zawieszony ponad i poza smętnymi, pełnymi zgiełku ulicami realnego miasta.

Jego opowiadania to równie smakowite kąski, wirtuozerskie przewrotki pełne lingwistycznej przemyślności. Zawdzięczają coś idolowi Allena, SJ Perelemanowi, geniuszowi komizmu najlepszych scenariuszy braci Marx, a także poetyckim opowieściom Damona Runyona napisanym nowojorskim żargonem. Ale erudycyjnego kopa daje sam Allen. Nietzsche pisze poradnik dietetyczny, inni wielcy myśliciele dorzucają trzy grosze: "Zamawiaj, jakbyś zamawiał dla każdej istoty ludzkiej na ziemi - radzi Kant, - lecz co uczynić, jeśli twój sąsiad nie jada guacamole?". Prywatny detektyw szuka po całym świecie najcenniejszej białej trufli - "ponoć Goering miał już ją zjeść, ale wieść o samobójstwie Hitlera zepsuła całe przyjęcie". Kaczor Donald w depresji połyka Prozac i martwi się, że "wkrótce skończy w jakimś kantońskim jadłospisie". A wiedeńskie gwiazdy sprzed stu lat pojawiają się w wyrafinowanym musicalu "Fun de Siecle", w którym żarłoczny ludojad Alam Mahler i Ludwig Wittgenstein recytują w duecie tę frazę, która zabije każde przedstawienie: o czym nie można mówić, należy milczeć.

Przesadne analizowanie dowcipów Allena byłoby łamaniem motyla kołem. Jednocześnie czytelnik nie może nie zauważyć, że poza iście manhattańską obsesją jedzenia, historyjki co i rusz krążą wokół męczarni ubogiego, wyrafinowanego gryzipiórka, zmuszonego do upodlenia w dolnych rewirach showbiznesu. "Znany jestem z łatwości opisu, zwłaszcza bukolicznych wstawek a la Turgieniew", chwali się nieszczęsny Mealworm do medialnego bossa. To sztuczka, którą Allen udoskonalił w filmach, ale rzeczywistość wydaje się o wiele ciekawsza.

Allen był i jest niezmordowanym komikiem i autorem scenek, aktorem, scenarzystą i wreszcie reżyserem, który sam stworzył sobie rolę intelektualnego akrobaty, który może przetrwać wśród żujących cygara filistrów Broadwayu i Hollywood dzięki zimnej krwi i sprytowi. Postać ta powstała jako zgrabna maska, ale iskrzący się dowcip "Czystej anarchii" sugeruje, że gdzieś po drodze stała się rzeczywistością.