Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
PRZEWODNIK MĘDRCA "Woody według Allena"
Rzeczpospolita 1998.04.29

PRO
Przewodnik mędrca

Od kilku lat prasa, radio i telewizja prześcigają się w doniesieniach na temat co pikantniejszych wątków prywatnego życia Woody'ego Allena. Muszę jednak rozczarować wszystkich spragnionych tego typu sensacji - w książce "Woody według Allena" prywatność reżysera została zredukowana do niezbędnego minimum. I słusznie.

Głód zainteresowania tą stroną aktywności znakomitego twórcy wypełnia inna pozycja (i z innych pozycji pisana) -"Wszystko, co minęło", biografia Mii Farrow, wydana zresztą w tej samej serii "Znaku". Punkt widzenia aktorki, związanej przez lata z Woodym Allenem nie tylko zawodowo, zdyskontowany został przez serial telewizyjny, niedawno zresztą emitowany i u nas. Masowy widz otrzymał żer.

Książkę "Woody według Allena", pisaną w konwencji wywiadu-rzeki, czyta się jednym tchem, wszelako bez rumieńców niezdrowej emocji. To nie jest książka dla "łowców głów" - zajmuje się wyłącznie twórczym aspektem nietuzinkowej osobowości Woody'ego Allena. Reżyser wyczerpująco odpowiada na pytania Stiga Bj?rkmana szwedzkiego krytyka i filmowca.

Powiedzmy też wyraźnie, że choć książka o Allenie ukazała się w serii "autobiografia", autobiografią nie jest. To swoistego rodzaju przewodnik reżysera po własnych filmach - od debiutanckiego "Bierz forsę i w nogi" (1969) po "Tajemnicę morderstwa na Manhattanie" (1993). Od tego właśnie filmu odrywał się Allen, by rozmawiać z Bjorkmanem. Załączona pod koniec książki filmografia, przytacza również dane następnych filmów: "Strzały na Broadwayu", "Jej wysokość Afrodyta", "Wszyscy mówią: kocham cię" i "Przejrzeć Harry'ego". Wymienia filmy innych reżyserów z udziałem Allena jako scenarzysty bądź aktora. Dla kinomanów jest to prawdziwa skarbnica wiedzy, poszerzona o wspaniały autorski komentarz.

Entuzjaści kina artystycznego będą mogli prześledzić proces powstawania kolejnych dzieł Allena - od momentu inspiracji, poprzez poszukiwania środków do uzyskania najwłaściwszego wyrazu, po efekt, który autora zawsze pozostawia w stanie przygnębienia. Woody Allen nigdy nie jest zadowolony z ukończonych filmów. Gotowych nawet nie ogląda. Woli kręcić nowe.

Z kart książki wyłania się portret artysty filmowca, który poszukując właściwego sposobu twórczej ekspresji, nigdy nie schlebiał gustom większości. Trafił na producentów, którzy zainwestowali w jego talent. Dali mu carte blanche przy podejmowaniu tematów, sposobów i form ich ukazania w filmie. Dzięki temu historia światowego kina wzbogaciła się o takie arcydzieła, jak: "Manhattan", "Purpurowa róża z Kairu", "Zelig", "Wnętrza".

Odeszli Bracia Marx, Jacques Tati, Luis Bunuel, Federico Fellini. Nie kręci filmów Ingmar Bergman. Coraz mniej ambitnego autorskiego kina. Nasza epoka nie sprzyja ludziom twórczym, o oryginalnym talencie. Miejsce ich filmów zajmują produkty ekranowe z hollywoodzkich fabryk, które stają do rankingów o największą kasę. Pozostał jeszcze Woody Allen. Ostatni Mohikanin, wielki mędrzec ekranu. Warto zajrzeć do książki, co ma nam do powiedzenia.

Janusz R. Kowalczyk


KONTRA
Dialogi na cztery nogi

Andrzej Szczypiorski skomplementował kiedyś Helenę Zaworską, przeprowadzającą akurat analizę najnowszej powieści autora "Początku": - Ach, jak Pani cudownie potrafi czytać książki!

Do wczoraj wydawało mi się, że był to rekord świata w obłudzie kwitnącej w stosunkach między twórcami i krytykami. Okazało się, że był to wprawdzie rekord, ale zaledwie krajowy. Prawdziwe mistrzostwo osiągnął Woody Allen, któremu książką "Woody według Allena" zbudował pomnik jego apologeta, Stig Bj?rkman.

Twórca "Manhattanu" nie posiłkuje się wprawdzie wykrzyknikami, by podbijać bębenka swojemu rozmówcy, ale i tak ponad miarę go nasładza. Nie neguje ani jednej (!) sugestii wygłaszanej przez szwedzkiego krytyka. Zgadza się z nim we wszystkim co do joty.

- Myślę - oznajmia Bjorkman - że "The Music Box" to małe arcydzieło.

- O, tak - odpowiada guru nowojorskich i warszawskich intelektualistów.

- Dla mnie bardzo ważny jest pierwszy obraz, który pojawia się na ekranie - deklaruje reżyser "Purpurowej róży z Kairu".

- Całkowicie się z tobą zgadzam - podchwytuje złotą myśl jego interlokutor i drąży dalej problem niczym kret. - W większości przypadków można stwierdzić po pierwszych 3 czy 5 minutach, czy film jest dobry, czy opowiedziany jest interesująco, czy też nie.

- Zgadzam się z tobą w zupełności - zamyka kwestię Woody Allen.

Nasi rozkosznisie po kolei omawiają 23 filmy nowojorskiego geniusza, ostatnio znanego bardziej z kronik sądowych. Przy okazji "Innej kobiety" szwedzki znawca powiada: - Skoro główny bohater nie jest pozytywny, widzowie z trudnością angażują się w opowiadaną historię, mają problemy z identyfikacją.

- Z pewnością masz rację - z olimpijskim spokojem Artysta ocenia całą sytuację.

Z kolei "Cienie we mgle" przypominają Bjorkmanowi "jednego z ulubionych twórców kina niemego, F. M. Murnaua".

- Masz rację. Murnau jest mistrzem - wystawia ocenę Woody Allen.

Mój Boże, facet ma tak wspaniały kontrakt, że może co roku nakręcić przynajmniej jedno kolejne "arcydzieło", a naprawdę jest niewyżytym nauczycielem z chederu. Ależ by dziatwa cieszyła się z profesora stawiającego wyłącznie szóstki i piątki.

Na przykład, autorzy zdjęć do jego filmów byli: "świetni", "prawdziwi profesjonaliści", "jedni z największych operatorów amerykańskich", "genialni", "podziwiani", "uwielbiani". Aktorki z jego obrazów (nierzadko partnerki życiowe) są: "cudowne", "rewelacyjne", "boskie", "nieprawdopodobne" i znów "genialne".

"Woody według Allena" to książka napisana w myśl wzorów wypracowanych u cioci na imieninach. Wszyscy są tam dla siebie mili, wszystko jest cacy, a poważne tematy porusza się dopiero po północy. Nie wiem jak pod tym względem przebiegały rozmowy szwedzko- amerykańskie, ale tu i ówdzie zapuszcza się (niebacznie) Allen w niebezpieczne dla siebie obszary.

Dowiadujemy się wtedy, że zawsze był liberalnym demokratą i jako przeciwnik wojny w Wietnamie głosował na Lyndona Johnsona (bingo!). W związku z tym liberał pyta liberała, czy zauważa niszczący wpływ USA na Amerykę Łacińską, "zwłaszcza na Chile i Argentynę".

- Tak, z całą pewnością - basuje mu mędrzec grający co poniedziałek na klarnecie w nowojorskim "Michael's Pubie" - był to poważny wpływ i opierał się na skrajnym wyzysku.

A ja, naiwny, myślałem, że najbardziej wyzyskiwanym człowiekiem w Argentynie był Witold Gombrowicz, bo musiał pracować w banku. Nielekko żyło się też Evicie Peron, że o jej małżonku nie wspomnę...

Woody Allen zdradza również w tej książce - która interesuje go o tyle tylko, by miała ładną okładkę - że pisać umiał od zawsze, ludzi religijnych już dziś nie ma, a poza tym lubi deszcz.

W filmie "Wspomnienia z gwiezdnego pyłu" Grubas pyta: - Czy studiował pan robienie filmów?

- Nie - odpowiada Sandy. - Niczego nie studiowałem. To oni studiują mnie.

Krzysztof Masłoń