Woody Allen :: menu
napisy l linki l index
biografia l filmografia l cytaty l książki l wiadomości l foto l wywiady l artykuły l nagrody l dvd l muzyka l teatr
Alvy Singer powraca co rok.
Rzeczpospolita 2000.11.02

Woody Allen jest najbardziej malowniczą postacią wśród amerykańskich reżyserów filmowych. Bez trudu rozpoznaje go nowojorska ulica, co dla autora filmu "Manhattan", uwielbiającego włóczyć się po swoim mieście, nie zawsze jest wygodne. Wcale nie pomaga jego przeciwdeszczowy kapelusz, naciągnięty niemal na oczy, którym próbuje chronić swoją prywatność.

Prasa amerykańska pisząc o najnowszym filmie Woody'ego Allena "Small Time Crooks" ("Drobne cwaniaczki") dokonuje bilansu jego osiągnięć. Zrealizowane przez niego filmy otrzymały 22 nominacje do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej. Reżyser i aktor w jednej osobie ma w swej kolekcji cztery statuetki Oscara. Choć z wyjątkiem "Annie Hall" i "Manhattanu" żaden z jego filmów nie był sukcesem kasowym, Allen płodzi bez wytchnienia niemal dwa filmy rocznie. Chcą w nich grać wszyscy. Otrzymanie choćby małej roli w filmie Allena jest dla aktorów wyróżnieniem honorowym, ważnym zwłaszcza dla ludzi z młodego pokolenia.

"Nigdy nie byłem zbyt popularny - mówi Woody Allen z udawaną rezygnacją w jednym z ostatnich wywiadów. - Bardziej szanują mnie krytycy i aktorzy niż publiczność. No, bo komu by się chciało iść do kina na jeszcze jedną neurotyczną komedię Allena?"

"Drobne cwaniaczki" to 31. z kolei film Allena. Opowiada historię dwojga małżonków (Woody Allen i Tracey Ullman), którzy postanawiają obrabować bank, by żyć dostatnio do końca swych dni na Florydzie, jak inni emeryci. Wyszła z tego przeciętna komedia, pełna zabawnych sytuacji i refleksji o życiu. Jednak brakuje jej świeżości, wyrazistości stylu i co najmniej jednego gagu na minutę, jak to bywało w filmach "Łap forsę i w nogi" czy "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, lecz boicie się zapytać". Krytycy pytają dziś z nutą nostalgii, czy Allen kiedyś jeszcze nakręci scenę tej klasy, jak w ostatnim z wymienionych filmów: gigantycznych rozmiarów damska pierś ucieka z laboratorium badań nad seksem i terroryzuje amerykańską wieś. Znawcy filmu zauważają również, że Woody Allen ciągle nie rezygnuje z postaci Alvy Singera, żydowskiego intelektualisty lubującego się w pesymistycznych refleksjach i w wisielczym humorze, którego stworzył na użytek swego filmu "Annie Hall" (1977). Istnieje zresztą obawa, czy Allen musiał w tym przypadku cokolwiek wymyślać, kogokolwiek kreować. "W każdym filmie gra samego siebie" - twierdzą krytycy. Choć Allen odrzuca każde podejrzenie o autobiograficzny charakter jego filmów, wszystkie zawierają jego osobiste obsesje: poczucie winy, lęk przed śmiercią, rola kobiety w życiu mężczyzny, przemijającej wartości małżeństwa, tożsamości religijnej. Na tym tle toczą się rozważania o seksie. Niemal w każdym z jego filmów bohaterem jest Nowy Jork.

Woody Allen powtarza te wątki tak obsesyjnie, że spotyka się z zarzutem o plagiat samego siebie. Dlatego przeciętny widz już dawno zrezygnował z oglądania jego filmów, niesłusznie zakładając, że są one do siebie podobne, opowiadają o tym samym, a więc nudzą. Dość stwierdzić, że ostatnim jego przebojem kasowym był film "Hannah i jej siostry", który w 1986 r. zarobił 40 mln dolarów. Od tego czasu większość jego filmów schodzi z kinowych ekranów już po kilku tygodniach. Na przykład "Strzały na Broadwayu" z 1994 r., najwyżej oceniona przez krytykę komedia Allena, zdobyła Oscara dla Dianne Wiest za drugoplanową rolę kobiecą, zarobiła zaledwie 13,4 mln dolarów.

Woody Allen nie przejmuje się jednak wpływami kasowymi. Nie są zresztą wcale najgorsze: jego filmy zarabiają też w kinach wielu krajów świata i w wypożyczalniach kaset wideo. Korzystając z ogromnego poparcia aktorów, uwielbiających jego styl reżyserski (pozwala zmieniać dialogi i główną linię ustawienia postaci), Allen płodzi nadal film po filmie. Produkuje rocznie co najmniej jeden, czasem nawet dwa filmy. Utrzymuje wysokie tempo pracy, realizując własne scenariusze szybko i w sposób możliwie najprostszy, rezygnując na przykład z drogiej i zaawansowanej techniki. W czasach obowiązywania systemów THX i Dolby Digital zadowala go całkowicie system monofoniczny. "Zależy mi tylko na tym, by widz mógł słyszeć dialog i muzykę - tłumaczy Allen. - Zupełnie nie dbam o te wszystkie najnowsze wynalazki."

Woody Allen w podobnie nieskomplikowany sposób traktuje swoją pracę. "Pracy w filmie nie można postrzegać jako pasma sukcesów - mówi agencji Knight Ridder. - Niech sobie inni robią dwa - trzy filmy w życiu, które są warte tyle, ile 50 moich produkcji. Ja kocham swoją pracę i jestem wyjątkowo zdyscyplinowanym jej wykonawcą. Kiedy skończę jeden film, natychmiast zaczynam pracę nad drugim. Inny reżyser na moim miejscu popłynąłby jachtem na Bahamy, piałby z zachwytu nad sobą, wziąłby na pokład parę powieści i scenariuszy, umawiałby się na lunch z Jackiem Nicholsonem, by namówić go do wzięcia jakiejś roli. Ja postępuję inaczej. Gdy wyciągam ostatnią kartkę scenariusza z maszyny, pytam księgowego o budżet. W dwa tygodnie później budżet filmu jest gotowy, więc zaczynam kręcić już następnego dnia. Potem kończę zdjęcia, robię obróbkę edytorską. Kończę jeden, zaczynam drugi film."

Woody Allen pobił ostatnio ważny rekord. Na liście stu najlepszych komedii w historii kina Amerykańska Akademia Filmowa umieściła aż pięć jego filmów: "Annie Hall", "Manhattan", "Łap forsę i w nogi", "Bananowy czubek" i "Śpioch". Żaden inny reżyser nie dostąpił podobnego zaszczytu.

Tadeusz Wójciak z Buffalo